wtorek, 3 lutego 2015

Rozdział 6

Z przejęcia aż brakło jej tchu.  Jej ręce zaczęły się trząść . Do oczu napływały łzy, które spływały jej teraz po policzkach a niegdyś promienna twarz całkowicie straciła dawny odcień. Można było ją porównać do koloru kartki papieru. Zupełnie jakby umierała. Jej brązowe tęczówki teraz były ciemno szare -  jak popiół. Niegdyś soczyste,  różowiutkie usta zrobiły się sine. Wyglądała niczym zjawa. Jeszcze przez chwilę spoglądała na zdjęcie ofiary. Wtem jej oczy już nie wytrzymały. Zalały się łzami, tworząc na twarzy strugi przezroczystej cieczy.
 - Elizabeth Brown zginęła na miejscu. Świadkowie zdarzenia są przekonani o winie kierowcy drugiego pojazdu - mówił informator.
 . Jak to możliwe? Dlaczego ona? Nie wierzyła w to co właśnie widzi na ekranie telewizora i słyszy z ust dziennikarza. Czuła żal i smutek. Nie mogła sobie wybaczyć, że jej matka odeszła będąc z nią pokłócona. Tak bardzo chciałaby teraz powiedzieć Elizabeth jak bardzo ją kocha. Jednak było to już niemożliwe.Jej rozpacz przerodziła się w gniew. Gniew na Boga. Emocje rzucały blondynką po całym pokoju. Tłukła wazony i szklane ramki. Przewróciła wszystkie krzesła. Wyglądała jakby wstąpił w nią demon. Wtem opadła na ziemię znów płacząc. Dlaczego? Dlaczego mi ją zabrałeś? - wciąż zawodziła. Leżała tak już przez dziesięć minut. Przez czas ten wspominała dzieciństwo. Swoje porażki i zwycięstwa, którym zawsze dopingowała Elizabeth. Swoje pierwsze wyróżnienie, pierwszą wizytę u dentysty i swoje piętnaste urodziny. Aż trudno uwierzyć, ze to wszystko minęło. Wspomnienia z przeszłości związane z mamą Chloe są jedynymi jakie istnieją. Nie będzie kolejnych. Elizabeth nie będzie towarzyszyć córce przy jej ślubnej ceremonii. Nigdy nie zobaczy też swoich wnucząt. Nie będzie miała już okazji powiedzieć Chloe jak bardzo ją kocha. Dziewczyna miała już dość. Podniosła się z podłogi i otarła łzy.Jej mina była daleka od codziennego wyrazu twarzy. Cóż się dziwić, przecież zmarła jej matka.
    Jej ręce wciąż drżały a oczy wyglądały jak wykute ze szkła. Nie była w stanie udźwignąć ciężaru myśli o tym, ze nigdy już nie zobaczy swojej rodzicielki. Dziewczyna uspokoiła się. Teraz jej emocje dokonywały spustoszenia w jej wnętrzu. Wtem wpadła jakby w trans. Jej oczy i twarz były kompletnie bez wyrazu. Wyszła z domu i zniknęła w mroku nocy. Nawet księżyc nie zawitał na nocnym niebie,jak to było zazwyczaj. Niebo było czarne, jedynie miejscami było widać małe punkciki - gwiazdy świecące słabym światłem. Brak jakichkolwiek odgłosów był nadzwyczaj nienaturalny.Samochody nie jeździły. Po mieście nie szwendał się nikt. We wszystkich oknach było ciemno. Wszyscy najwidoczniej spali. Uliczne lampy jako jedyne oświetlały drogę. Chloe szła ze spuszczoną głową. W jej oczach gościła pustka. Nagle poczuła jak coś mokrego kapnęło jej na ramię. Kropelka deszczu.  Dziewczyna uniosła głowę. Zaczęło lać. Przemoknięta do suchej nitki rozejrzała się wokół nieprzytomnie by zorientować się gdzie przebywa. Znajdowała się niedaleko domu Kath. Postanowiła do niej pójść. Minęło 10 minut. Już prawie była na miejscu. Od dotarcia do celu dzieliło ją jedynie przejście dla pieszych i pójście kilkadziesiąt metrów dalej. Podeszła do pasów. Rozejrzała się pierw w prawo potem w lewo i stąpnęła jedną nogą na przejściu. Będąc w połowie drogi na drugą stronę jakieś dziwne światło zaczęło kuć ją w prawe oko. Stanęła i odwróciła się w kierunku światła. Wtedy ujrzała obiekt wyposażony w parę okrągłych, symetrycznych świateł. Obiekt zbliżał się coraz bardziej. Chloe usłyszała charakterystyczne trąbienie. Zamknęła oczy. Gdy je otworzyła była już po drugiej stronie pasów. Ujrzała zarys czyjeś postury, trzymał ją za ramiona i potrząsał delikatnie
- Chloe co się dzieje?!? - pytał.
- Co tu robisz? Przecież nikogo poza nami tu nie ma- spytała nadal pogrążona w transie.
-O czym ty mówisz? - powiedział.Chwilę później pstryknął palcami przy uchu blondynki.
Pstryk. Chloe oprzytomniała. Złapała się za głowę. Słyszała hałasy. Rozglądała się. Ku jej wielkiemu zdziwieniu masa ludzi przechodziła chodnikami. Trwał festyn na cześć lata.
- Chloe co się dzieje? - ponowił pytanie.
Wtem dziewczyna przypomniała sobie o matce. Łzy znów napłynęły jej do oczu a usta zaczęły drżeć.
- Ej co ci jest? Czemu płaczesz?- pytał z przejęciem.
- Nathan... - nie dokończyła zdania. Łzy jej na to nie pozwoliły. Bez chwili wahania padła brunetowi w ramiona. Wciąż zanosiła się płaczem. Nie mogła wydusić z siebie ani słowa. Nathan mocno tulił dziewczynę. Zmartwił się jej stanem. Do tej pory widział ją promienną, może trochę wstydliwą ale zawsze pogodną. Teraz zupełnie nie przypomniała siebie. Brunet zastanawiał się co może być powodem jej rozpaczy.
 - Nathan zabierz mnie stąd - mówiła przez łzy.
Chłopak nie odpowiedział. Wziął blondynkę na ręce i udał się w stronę swojego domu. Podczas drogi młodzi nie odezwali się do siebie. Tylko Chloe od czasu do czasu zerkała na przystojnego bruneta. Po piętnastu minutach dotarli na miejsce. Nathan wniósł dziewczynę po schodach i zadzwonił do drzwi. Otworzył im współlokator bruneta - Calvin. Nie pytając o nic wpuścił ich do środka.
 Chłopak postawił blondynkę na podłodze. Jej oczy wciąż były jak ze szkła. Cała trójka usiadła na kanapie.
- Teraz powiesz co się stało? -spytał troskliwie głaszcząc dziewczynę po plecach.
- Mmmoojjaaa maaaammaa....- jąkała się.
- Twoja mama...co? Pokłóciłyście się?
- Onnaa nieee nieee.....nie żyje!! - wydusiła w końcu z siebie. Płacząc wtuliła się w tors Nathana.
Chłopaka zamurowało. Nie wiedział co powiedzieć. Teraz dokładnie rozumiał stan dziewiętnastolatki. Jedyne co mógł teraz zrobić to pozwolić wypłakać się jej na jego ramieniu. Dochodziła dwudziesta trzecia.
- Już późno. Zawiozę cię do domu - oznajmił
- Nie ja tam dziś nie wrócę. Mogę zostać? Powiedz, ze mogę.
- Jasne - uśmiechnął się.
Chłopak zaprowadził Chloe do swojego pokoju.
- Tu będziesz spać - powiedział oddalając się
- Dokąd idziesz? - spytała.
- Po materac.
- Po co? - dociekała.
- Żebym mógł na nim spać - wytłumaczył.
- Zwariowałeś? Przecież masz duże łóżko. Zmieścimy się oboje.
- Nie będzie ci przeszkadzać, że będę spał obok?
- Nieee - zaczerwieniła się lekko.
Nathan dał  dziewczynie swoją koszulkę by mogła w niej spać. Zgasili światło i oboje położyli się do łóżka. Po paru minutach oboje zasnęli.
                                                                    Jak podoba wam się ten rozdział?
 

3 komentarze:

  1. Można się wzruszyć kochana :'( <3
    Rozdział świetny <3 Uwielbiam czekam na resztę :*

    OdpowiedzUsuń
  2. Ale fajne *.*
    Obserwuję i czekam na więcej ;)
    Http://ombreeblog.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń