poniedziałek, 16 marca 2015

Rozdział 7

W nocy
Chloe przebudziła się usłyszawszy szmer gałęzi kołyszących się na wietrze przy otwartym oknie. Wywołało to jej zdziwienie bo o ile dobrze pamiętała było ono zamknięte. Wstała, podeszła do okna i zamknęła je spoglądając na piękny księżyc. Jednak nie wróciła do łóżka. Usiadła na niewielkiej niebieskiej pufie znajdującej się na przeciwko łóżka Nathana. Prześledziła wzrokiem całe pomieszczenie, które było nie banalne. Ściany spowijały jasne barwy - głównie beż. Do tego ozdabiały je plakaty zespołów takich jak Nickelback, Green Day czy 30 Second To Mars jak i zdjęcia z podróży. Chloe rozpoznała na niektórych fotografiach miejsca, w których był brunet. Zwiedził naprawdę spory kawałek świata. Dziewczyna krążąc po pokoju muskała delikatnie meble i wpatrywała się w zdjęcia, gdy nagle omal nie przewróciła się strącając jakiś przedmiot,  przez co narobiłaby niezłego hałasu. Ku jej zaskoczeniu była to gitara. Nigdy nie przyszłoby jej do głowy, że Nathan może mieć takie hobby. Wiadomo, iż to nic nadzwyczajnego ale po prostu nie związałaby go z tym zainteresowaniem. Nie znała go w końcu zbyt długo.
   Tymczasem Nathan przewracał się nerwowo w łóżku .Wiercił się i mamrotał. Chloe zrozumiała jedynie dwa zdania "To nie tak, ja Ci to wytłumaczę...... nigdy o tobie nie zapomniałem". Dziewczyna przez chwilę myślała że mówi do niej, dlatego się zdziwiła. Gdy zobaczyła, że chłopak ma zamknięte oczy uświadomiła sobie, że mówi przez sen. Podeszła do niego i odsunęła na jeden z boków, ponieważ leżał na środku łóżka, przez co Chloe nie mogła się położyć. Gdy już "utorowała" sobie miejsce do spania, położyła się i zasnęła ponownie.
  Dochodziła godzina ósma. Przez okno już od dawna wdzierały się promyki słońca, które oświetlały całe wnętrze. Okno znów było otwarte. Przez to delikatny wiaterek dostawał się do pokoju. Chloe  wierciła się w łóżku tak , by tylko promienie słońca nie padały na jej twarz. Jednak to działanie nie doszło do skutku. Otworzyła oczy i o mało nie oślepła od blasku słonecznych promieni. Natychmiast zmrużyła powieki i nasunęła pościel na głowę. Po chwili słońce schowało się za niewielkimi białymi obłoczkami. Dziewczyna wysunęła się z pod kołdry i oparła plecy o ścianę. Wtedy zorientowała się, że Nathana nie ma obok. Chciała zacząć go szukać lecz już nie było potrzeby. Brunet stał w drzwiach ubrany w t- shirt Nirvany.
- Co chcesz na śniadanie? - spytał rozpromieniony. Najwidoczniej się wyspał. Było to dziwne bo w nocy wydawałoby się, ze dręczyły go koszmary.
- Tylko mi nie mów że chcesz zrobić mi śniadanie - posłała mu uśmiech.
- Właśnie to zaproponowałem - odwzajemnił gest.
- Sam tego robić nie będziesz. Pomogę Ci - powiedziała wstając energicznie.
- Nie trzeba - oznajmił
- Trzeba Trzeba! - zaśmiała się. Chwyciła chłopaka za rękę i oboje zeszli na dół.
Wtedy Chloe po raz pierwszy zobaczyła kuchnie Nathana i jego współlokatora. Była pięknia. Od razu doszła do wniosku, że to nie przez nich została urządzona. Nie żeby wątpiła w ich kreatywność, ale mówiąc szczerze nie wierzyła, że chłopcy mogą mieć tak fenomenalny gust.
- No to od czego zaczynamy? - spytała opierając ręce na blacie.
- A na co masz ochotę?
- Tosty w zupełności mi wystarczą - odpowiedziała.
- Dobrze. No to zabieramy się do roboty. Ja przy okazji usmażę omlet.
Brunet podszedł do lodówki i wyjął z niej poszczególne produkty po czym położył je na kamiennym blacie. Chloe zaś wyjęła z szafki wskazanej przez Nathana pieczywo, sól, pieprz i oregano. Gdy wszystkie produkty znalazły się na marmurkowej płycie oboje zabrali się przygotowywanie posiłku. W między czasie brunet włączył radio. Muzyka plus gotowanie równa się idealny duet. Tak przynajmniej na początku myślała Chloe. Jednak podrygiwanie w rytm muzyki i mieszanie  jednocześnie składników na omlet to nie był dobry pomysł. Żółtka rozlewały się po blacie tworząc zmienno kształtne plamy.
- Cholera! - krzyknęła dziewczyna - Ja to zawsze coś zbroję ! - zaśmiała się po czym sięgnęła po szmatkę. Jednak Nathan wyprzedził jej ruch i sięgną po nią pierwszy.
- Ja to posprzątam. Znając twój talent zrobisz jeszcze większy bałagan - wyszczerzył swoje perłowe zęby.
- Ach tak?! - powiedziała nie mogąc powstrzymać śmiechu. Ku zdziwieniu bruneta dziewczyna podeszła do szafki i sięgnęła po mąkę.  Jej wyraz twarzy mówił wszystko.
- Nie ośmielisz się! - śmiał się wciąż przeczuwając co Chloe chce zrobić jednak był przekonany, że dziewczyna tego nie uczyni. Puf! Po zaledwie paru sekundach całe pomieszczenie było pokryte białym, puchatym pyłkiem. Nathan, który był dosłownie calutki w mące nie wiedział co powiedzieć. Nie spodziewał się, że jednak dziewczyna go nią obsypie.
- O nie! Nie daruję! - chwycił za opakowanie, w którym została jeszcze spora ilość mąki i wysypał ją na blondynkę. Teraz oboje wyglądami jak para bałwanków bawiących się ze sobą.
- Co tu się dzieje?! - do kuchni wszedł Calvin zaintrygowany hałasami jakie z niej dobiegały - Czy wam do reszty odbiło? - na jego twarzy pojawił się uśmiech jednak wciąż był zły na obojga - Idźcie się wykąpać! Wyglądacie jak zjawy - zaśmiał się.- No po prostu jak małe dzieci.
- Wypraszam sobie! Ty też czasem miewasz takie  pomysły - posłał przyjacielowi uśmiech
- Koniec gadania. Idźcie TO z siebie zmyć a ja posprzątam. Oboje odpowiedzieli mu skinieniem głowy i śmiejąc się powędrowali do góry. Znajdowały się tam dwie łazienki, więc jednocześnie mogli wziąć prysznic. Po około piętnastu minutach Chloe wyszła z łazienki otulona białym ręcznikiem by następnie udać sie do pokoju Nathana i przebrać się w swoje ciuchy. Wchodząc do pomieszczenia strasznie się zaczerwieniła. Na łóżku siedział Nathan a ona była w samym ręczniku!
- Ciałko to ty masz - powiedział zachwycony chłopak.
- Nie przesadzaj proszę Cię - posłała mu lekki uśmieszek.
Weszła do niewielkiej garderoby umieszczonej po prawej stronie pokoju i ubrała się. W tym czasie brunet siedział wciąż na łóżku nucąc melodię. Gdy blondynka wyszła z małego pomieszczenia zapytał ;
- I jak się czujesz? - ułożył usta w smutny uśmiech. To dziwne. Jeszcze przed chwilą wyglądał na radosnego. Blondynka uświadomiła sobie, że chłopak potrafi doskonale ukrywać prawdziwe uczucia.
- Eh lepiej nic nie mówić. Dzięki tobie, przez chwilę zapomniałam o tym wszystkim, za co Ci dziękuję, ale muszę się z tym zmierzyć i to zaakceptować. Mojej mamy już nie ma wśród nas - na jej zwilżonych łzami oczach, odbijały się promyki słońca. Chłopakowi również zbierało się na płacz. Chloe to zauważyła. Nie specjalnie przywykła do widoku rozklejających się mężczyzn, dlatego było to dla niej zastanawiające. W jednej chwili wszystko zrozumiała.
- Wiem jak się czujesz. Dokładnie wiem. Przeżywałem podobną tragedię, jednak moja była gorsza... - Otarł łzy i udawał nie wzruszonego mówiąc o tym wszystkim. By móc tak się zachować, musiał wracać do tych wspomnień wiele razy by uodpornić się na ból temu towarzyszący. Wychodziło mu to. Jednak przy uroczej blondynce po raz pierwszy od długiego czasu skruszył się. - Ty nadal masz siostrę czy też ojca. Ja ich nie mam. Nigdy nie miałem. Nie miałem normalnej rodziny, tego ciepła, które innym jest obojętne. Bo mają to przez cały czas. Ja nigdy tego nie miałem. Nikt tak naprawdę mi nie powiedział, że mnie kocha. Z wyjątkiem......- szybko ugryzł się w język.
- Z wyjątkiem kogo? - spytała.
-  Długa historia. Nie warto do tego wracać. Było, minęło o już nie wróci. - zwinnie unikną odpowiedzi.
- Skoro tak twierdzisz... a powiedz mi często miewasz koszmary?
- Koszmary? Dlaczego pytasz? - spytał zdziwiony
- W nocy przebudziłam się a ty wierciłeś się i mamrotałeś coś. Zrozumiałam tylko dwa zdania " To nie tak ja Ci to wyjaśnię. Nigdy o tobie nie zapomniałem" - o co chodziło?
Nathan wyprostował się. Zrobiło mu się gorąco. Jednak nie dał po sobie poznać, jakie emocje ten fakt w nim wzbudził.
- Szczerze nie wiem. Czasami mam takie sny, które nijak mają się z rzeczywistością - skłamał. Czuł się z tym źle, jednak nie mógł powiedzieć, o co tak naprawdę chodzi. Przynajmniej nie teraz.

Jak myślicie co ukrywa Nathan? Tego nie dowiecie się tak prędko, jednakże jeżeli będziecie na bieżąco z rozdziałami być może rozszyfrujecie tą zagadkę. Mam nadzieje, że nie nastąpi to zbyt szybko. Ja się o to postaram ;)

wtorek, 3 lutego 2015

Rozdział 6

Z przejęcia aż brakło jej tchu.  Jej ręce zaczęły się trząść . Do oczu napływały łzy, które spływały jej teraz po policzkach a niegdyś promienna twarz całkowicie straciła dawny odcień. Można było ją porównać do koloru kartki papieru. Zupełnie jakby umierała. Jej brązowe tęczówki teraz były ciemno szare -  jak popiół. Niegdyś soczyste,  różowiutkie usta zrobiły się sine. Wyglądała niczym zjawa. Jeszcze przez chwilę spoglądała na zdjęcie ofiary. Wtem jej oczy już nie wytrzymały. Zalały się łzami, tworząc na twarzy strugi przezroczystej cieczy.
 - Elizabeth Brown zginęła na miejscu. Świadkowie zdarzenia są przekonani o winie kierowcy drugiego pojazdu - mówił informator.
 . Jak to możliwe? Dlaczego ona? Nie wierzyła w to co właśnie widzi na ekranie telewizora i słyszy z ust dziennikarza. Czuła żal i smutek. Nie mogła sobie wybaczyć, że jej matka odeszła będąc z nią pokłócona. Tak bardzo chciałaby teraz powiedzieć Elizabeth jak bardzo ją kocha. Jednak było to już niemożliwe.Jej rozpacz przerodziła się w gniew. Gniew na Boga. Emocje rzucały blondynką po całym pokoju. Tłukła wazony i szklane ramki. Przewróciła wszystkie krzesła. Wyglądała jakby wstąpił w nią demon. Wtem opadła na ziemię znów płacząc. Dlaczego? Dlaczego mi ją zabrałeś? - wciąż zawodziła. Leżała tak już przez dziesięć minut. Przez czas ten wspominała dzieciństwo. Swoje porażki i zwycięstwa, którym zawsze dopingowała Elizabeth. Swoje pierwsze wyróżnienie, pierwszą wizytę u dentysty i swoje piętnaste urodziny. Aż trudno uwierzyć, ze to wszystko minęło. Wspomnienia z przeszłości związane z mamą Chloe są jedynymi jakie istnieją. Nie będzie kolejnych. Elizabeth nie będzie towarzyszyć córce przy jej ślubnej ceremonii. Nigdy nie zobaczy też swoich wnucząt. Nie będzie miała już okazji powiedzieć Chloe jak bardzo ją kocha. Dziewczyna miała już dość. Podniosła się z podłogi i otarła łzy.Jej mina była daleka od codziennego wyrazu twarzy. Cóż się dziwić, przecież zmarła jej matka.
    Jej ręce wciąż drżały a oczy wyglądały jak wykute ze szkła. Nie była w stanie udźwignąć ciężaru myśli o tym, ze nigdy już nie zobaczy swojej rodzicielki. Dziewczyna uspokoiła się. Teraz jej emocje dokonywały spustoszenia w jej wnętrzu. Wtem wpadła jakby w trans. Jej oczy i twarz były kompletnie bez wyrazu. Wyszła z domu i zniknęła w mroku nocy. Nawet księżyc nie zawitał na nocnym niebie,jak to było zazwyczaj. Niebo było czarne, jedynie miejscami było widać małe punkciki - gwiazdy świecące słabym światłem. Brak jakichkolwiek odgłosów był nadzwyczaj nienaturalny.Samochody nie jeździły. Po mieście nie szwendał się nikt. We wszystkich oknach było ciemno. Wszyscy najwidoczniej spali. Uliczne lampy jako jedyne oświetlały drogę. Chloe szła ze spuszczoną głową. W jej oczach gościła pustka. Nagle poczuła jak coś mokrego kapnęło jej na ramię. Kropelka deszczu.  Dziewczyna uniosła głowę. Zaczęło lać. Przemoknięta do suchej nitki rozejrzała się wokół nieprzytomnie by zorientować się gdzie przebywa. Znajdowała się niedaleko domu Kath. Postanowiła do niej pójść. Minęło 10 minut. Już prawie była na miejscu. Od dotarcia do celu dzieliło ją jedynie przejście dla pieszych i pójście kilkadziesiąt metrów dalej. Podeszła do pasów. Rozejrzała się pierw w prawo potem w lewo i stąpnęła jedną nogą na przejściu. Będąc w połowie drogi na drugą stronę jakieś dziwne światło zaczęło kuć ją w prawe oko. Stanęła i odwróciła się w kierunku światła. Wtedy ujrzała obiekt wyposażony w parę okrągłych, symetrycznych świateł. Obiekt zbliżał się coraz bardziej. Chloe usłyszała charakterystyczne trąbienie. Zamknęła oczy. Gdy je otworzyła była już po drugiej stronie pasów. Ujrzała zarys czyjeś postury, trzymał ją za ramiona i potrząsał delikatnie
- Chloe co się dzieje?!? - pytał.
- Co tu robisz? Przecież nikogo poza nami tu nie ma- spytała nadal pogrążona w transie.
-O czym ty mówisz? - powiedział.Chwilę później pstryknął palcami przy uchu blondynki.
Pstryk. Chloe oprzytomniała. Złapała się za głowę. Słyszała hałasy. Rozglądała się. Ku jej wielkiemu zdziwieniu masa ludzi przechodziła chodnikami. Trwał festyn na cześć lata.
- Chloe co się dzieje? - ponowił pytanie.
Wtem dziewczyna przypomniała sobie o matce. Łzy znów napłynęły jej do oczu a usta zaczęły drżeć.
- Ej co ci jest? Czemu płaczesz?- pytał z przejęciem.
- Nathan... - nie dokończyła zdania. Łzy jej na to nie pozwoliły. Bez chwili wahania padła brunetowi w ramiona. Wciąż zanosiła się płaczem. Nie mogła wydusić z siebie ani słowa. Nathan mocno tulił dziewczynę. Zmartwił się jej stanem. Do tej pory widział ją promienną, może trochę wstydliwą ale zawsze pogodną. Teraz zupełnie nie przypomniała siebie. Brunet zastanawiał się co może być powodem jej rozpaczy.
 - Nathan zabierz mnie stąd - mówiła przez łzy.
Chłopak nie odpowiedział. Wziął blondynkę na ręce i udał się w stronę swojego domu. Podczas drogi młodzi nie odezwali się do siebie. Tylko Chloe od czasu do czasu zerkała na przystojnego bruneta. Po piętnastu minutach dotarli na miejsce. Nathan wniósł dziewczynę po schodach i zadzwonił do drzwi. Otworzył im współlokator bruneta - Calvin. Nie pytając o nic wpuścił ich do środka.
 Chłopak postawił blondynkę na podłodze. Jej oczy wciąż były jak ze szkła. Cała trójka usiadła na kanapie.
- Teraz powiesz co się stało? -spytał troskliwie głaszcząc dziewczynę po plecach.
- Mmmoojjaaa maaaammaa....- jąkała się.
- Twoja mama...co? Pokłóciłyście się?
- Onnaa nieee nieee.....nie żyje!! - wydusiła w końcu z siebie. Płacząc wtuliła się w tors Nathana.
Chłopaka zamurowało. Nie wiedział co powiedzieć. Teraz dokładnie rozumiał stan dziewiętnastolatki. Jedyne co mógł teraz zrobić to pozwolić wypłakać się jej na jego ramieniu. Dochodziła dwudziesta trzecia.
- Już późno. Zawiozę cię do domu - oznajmił
- Nie ja tam dziś nie wrócę. Mogę zostać? Powiedz, ze mogę.
- Jasne - uśmiechnął się.
Chłopak zaprowadził Chloe do swojego pokoju.
- Tu będziesz spać - powiedział oddalając się
- Dokąd idziesz? - spytała.
- Po materac.
- Po co? - dociekała.
- Żebym mógł na nim spać - wytłumaczył.
- Zwariowałeś? Przecież masz duże łóżko. Zmieścimy się oboje.
- Nie będzie ci przeszkadzać, że będę spał obok?
- Nieee - zaczerwieniła się lekko.
Nathan dał  dziewczynie swoją koszulkę by mogła w niej spać. Zgasili światło i oboje położyli się do łóżka. Po paru minutach oboje zasnęli.
                                                                    Jak podoba wam się ten rozdział?
 

piątek, 16 stycznia 2015

Rozdział 5

W nocy
Na zewnątrz panował silny, porywisty wiatr. Przez lekko uchylone okno było słychać, jak wygina drzewa na wszystkie strony. Niebo było czarne niczym smoła. Jedyne co było na nim widać to przepiękny księżyc będący w trzeciej kwadrze, bijący mocnym światłem. Na dworzu nie było nikogo. Tylko od czasu do czasu jakiś samochód przejeżdżał ulicą. Ta noc była inna niż wszystkie. Oprócz świstów wiatru nie było słychać nic innego. Zwykle nastolatki szwendały się ulicami śmiejąc się i krzycząc. Tym razem tak nie było. Chloe stała tak przyklejona policzkiem do szyby. Obserwowała co dzieje się na zewnątrz. Nie wiedzieć czemu była dziwnie zamyślona. Coś ją dręczyło. W jednej chwili oderwała się od okiennej szyby i powędrowała do szafy. Ubrała się. Skierowała swoje kroki w kierunku drzwi. Zeszła po cichu ze schodów. Podeszła do drzwi wyjściowych. Otworzyła je i powolutku zamknęła je za sobą nie robiąc przy tym hałasu. Dziewczyna chodziła bez celu po mieście. Wciąż zamyślona. Nagle poczuła jak coś mokrego kapło jej na różowiutki policzek. Kropla deszczu. Spojrzała w górę. Zaczęło lać. Nałożyła kaptur na głowę i powędrowała jedną z alejek. Szła tak, nie zdając sobie sprawy z upływającego czasu. Przemoknięta od stóp do głów. Podniosła wzrok by zobaczyć, gdzie się znajduje. Była niedaleko mieszkania Katherine. Postanowiła się do niej udać. Rozejrzała się wokół. Po chwili dostrzegła pasy. Podeszła do nich i rozejrzała się na boki. Nic nie jechało. Nic dziwnego w taką pogodę? Postawiła jedną a potem drugą stopę na przejściu.Zaczęła iść przed siebie.W połowie drogi jakieś jasne światło zaczęło razić z boku jej prawe oko. Stanęła i odwróciła sie w stronę światła. Zmrużyła oczy. Dwa okrągłe światła zaczęły zbliżać się coraz bardziej w stronę Chloe. W ostatniej chwili zobaczyła zarys zbliżającego się do niej obiektu. Zaczął wydawać charakterystyczny dźwięk. Trąbnięcie. Wtedy było już za późno.
Wtem nastał ranek. Blondynka obudziła się. Jej serce biło tak jakby przebiegła maraton a ciało oblane było potem. Spojrzała w sufit z niedowierzaniem. Jeszcze przed chwilą była przekonana, że potrącił ją samochód. Złapała się za czoło. Powoli uspokajała się. Po chwili zauważyła że Katherine nie ma w łóżku. Leżała tylko karteczka. Dziewczyna wzięła ją. Jej treść brzmiała "Przepraszam że nie zostałam na śniadaniu ale mama potrzebowała mnie w domu. Mam nadzieję, że nie jesteś zła. Buziaki- Kath ". Po odczytaniu wiadomości wstała i powędrowała od razu do łazienki. Wzięła prysznic. Chłodny, orzeźwiający strumień wody spływał po jej ciele, zmywając pot. Dziewczyna wysuszyła swoje długie blond włosy i wróciła do pokoju. Ubrała świeżą bieliznę i  zabrała się za szukanie ubrań. Zupełnie nie wiedząc, że ktoś jej się przygląda. Chowając się za ścianą,  podziwiał jej wdzięki. Zupełnie nieoczekiwanie dla niego dziewczyna spojrzała w stronę ściany, za którą się chował.
- Nathan! - skrzyczała go.
- No co? - powiedział ze śmiechem.
- To nie jest zabawne!
- Jak ja kocham jak się denerwujesz - powiedział.Podszedł do niej i ucałował w policzek.
- A teraz idź stąd - powiedziała bez wyrazu.
- Dlaczego? Wyrzucasz mnie? - spytał zaskoczony.
- Nie głuptasie! Po prosty chce się ubrać -oznajmiła.
- A co nie mogę zostać? Tak długo już tu byłem.
- Nie! - powiedziała poważnym tonem. Jednak po chwili uśmiechnęła się - Zmykaj za ścianę i nie podglądaj!
Dziewczyna ubrała szare rurki, luźną bordową koszulkę z nadrukiem i czarne trampki. Wyszła zza szafy. Nahtan siedział na jej łóżku. Usiadła obok niego. Oparła dłonie na udach i patrzyła na swoje buty.
- Ładnie wyglądasz - powiedział.
Chloe uniosła głowę i spojrzała na bruneta.
- Dziękuję- uśmiechnęła się - Fajnie, że dotrzymałeś słowa i przyszedłeś - dodała po chwili
- Zawszę staram się dotrzymywać danego słowa...- powiedział - ...Jak się czujesz? Przeszło ci?
- Tak. Teraz jest mi o wiele lepiej.
- Gdy Cię niosłem wyglądałaś jak nieżywa. Martwiłem się. Dlatego bardzo się cieszę, że jest już w porządku. Rozmowę przerwał młodym dźwięk telefonu. Nathan odebrałam. Wymienił pare zdań z osobą dzwoniącą i rozłączył się.
- Muszę iść.
- Jak to?Dopiero co przyszedłeś  -powiedziała z grymasem.
- Przyjdę wieczorem zgoda?
- Zgoda -odpowiedziała.
Chłopak wyszedł z pokoju. Chloe podeszła do balkonowego okna zobaczyć jak chłopak odjeżdża swoim autem. Stała tak jeszcze przez moment. Patrzyła na beztroskich przechodzących chodnikiem ludzi, delikatnie ruszające się gałęzie drzew i  na wspaniałych tancerzy, tańczących dla publiczności po drugiej stronie ulicy. Wtem dziewczyna usłyszała wołanie. To była jej mama.
-Chloe zejdź na dół. Śniadanie czeka!
Dziewczyna powędrowała w kierunku drzwi. Zeszła ze schodów i podeszła do stolika przy którym już wszyscy siedzieli. Bez zastanowienia chwyciła za kanapkę z sałatą i pomidorem. Nie kwapiła się zbytnio do rozmowy dlatego nie odzywała się. Jej myśli były daleko z tąd. Zupełnie nie słyszała o czym rozmawiają rodzice. Z tarnsu obudziło ją pstrykniecie.
- Co ci jest dziecko? - powiedziała mama.
- Nic zamyśliłam się.
- Chcielibyśmy z tobą porozmawiać.
- O czym?
- O tym co zaszło wczoraj.
- Słucham - powiedziała obojętnie. Wiedziała co się święci.
- Ta sytuacje, która wydarzyła się wczoraj nie powinna się zdarzyć...
- I moze jeszcze to moja wina? Rose nie jest małym dzieckiem ma 16 lat! - wybuchła
- Co nie usprawidliwia cie, że ją zostawiłaś.
-Mam 19 lat. Mam prawo spotykać się z znajomymi. Nie moja wina, że zdarzył się ten wypadek. Równie dobrze mogła go mieć gdybyśmy wszyscy byli w domu.Ale oczywiście zapomniałam.Przecież to wasza  kochana córeczka. Gdyby to mi się coś stało nie przejmowalibyście się - powiedziała i poszła do pokoju zamykając się na klucz. Po chwili Chloe usłyszała hałas brzęczących kluczy i zamykających się drzwi. Rodzice pojechali do pracy. Dziewczyna resztę dnia spędziła sama w domu czytając książki, przeglądając strony społecznościowe, oglądając telewizję. Dochodziła godzina 18. Chloe siedziała w salonie na kanapie i skakała po kanałach. Zatrzymała się na wiadomościach
-Z ostatniej chwili. Przy Taraval Street doszło do śmiertelnego wypadku.Świadkowie twierdzą że osobą kierującą pojazd ...."
W tej chwili na ekranie telewizora pokazano zdjęcie ofiary.Chloe wryła wzrok w zdjęcie ofiary nie mogąc wydusić z siebie słowa.
Co było dalej?
O tym w następnym rozdziale ;*


środa, 7 stycznia 2015

Rozdział 4

Co się ze mną dzieje?! - powiedziała w myślach. Nie wiedziała czemu tak jest. Czemu tak dobrze czuje się w jego ramionach. Może to dlatego, że sprawia wrażenie opiekuńczego? Kogoś komu możesz ufać. Takiego anioła stróża, który jest przy tobie w trudnych chwilach kiedy potrzebujesz pocieszenia. A może zesłano jej go z nieba? Może ma jej pomóc zapomnieć o tamtych przeżyciach? Szczególnie o chłopaku, którego imienia nie potrafi już wypowiedzieć bez choćby jednej łzy smutku oraz bez wspomnień, przez które nienawidzi go z całego serca. Ale dlaczego Nathan jest do niego tak podobny? Czy to może być jakiś znak? Czy zesłano jej tego samego chłopaka, a jednak całkiem innego? Troskliwego, odpowiedzialnego, z dobrocią w oczach. Odmiennego niż tego,  którego kochała przed laty. Aroganckiego, nieodpowiedzialnego, z łobuzerskim uśmieszkiem. Te wszystkie myśli błąkały się teraz po głowie drobnej blondynki, wciąż tulącej się w tors Nathana.
Odurzona zapachem jego cudownych perfum, liczyła na to, że nikt nie przerwie jej tej błogiej chwili.
Wtem młodzież usłyszała gwałtownie otwierające się drzwi. O mały włos nie wyskoczyły z zawiasów. W drzwiach stał teraz ojciec dziewczyn, sławny w całym San Francisco psychoanalityk - Richard Brown. Wyraz twarzy czterdziestolatka mówił sam za siebie. Po jego czole spływały malutkie kropelki potu a policzki były bardziej czerwone niż zazwyczaj .Z pewnością biegł szybciej niż niejeden sprinter. Rozejrzał się po sali rozkojarzonym wzrokiem. Moment, w którym zobaczył Rose leżącą na łóżku, podpiętą pod kroplówkę i różne urządzenia był niezapomniany .Jego ukochana córeczka, leżała teraz nieprzytomna. Chloe momentalnie oderwała się od bruneta i podbiegła do ojca. Stanęła przy nim i położyła rękę na jego ramieniu. Do pokoju weszła Elizabeth - matka sióstr. Członkowie rodziny odwrócili się w jej stronę. Kobieta spojrzała na nich a później na Rose. Przyłożyła rękę do swych niewielkich ust by powstrzymać się od krzyku i płaczu. Podbiegła do łóżka i klęknęła przed nim chwytając córkę za dłoń.
Do sali wszedł lekarz.
- Jak dobrze, że już państwo są - oznajmił,widząc w jakim stanie są rodzice dziewczyny dodał - Proszę się nie martwić zajmiemy się nią. Zbadaliśmy ją, ma poważny wstrząs mózgu. By upewnić się, że mózg nie został naruszony musimy wykonać rezonans magnetyczny.
- Rozumiem, że zgadzają się państwo na leczenie córki w naszym szpitalu? - spytał po chwili.
- Oczywiście, że się zgadzamy - odezwał się Richard
- Zatem zapraszam państwa do mojego gabinetu musimy omówić parę rzeczy.
Rodzice dziewczyn z trudem się zgodzili. Mama Chloe miała już przejść przez próg stykający pokój z korytarzem gdy ta zatrzymała ją.
- Mamo ja jadę do domu - powiedziała drżącym głosem
- Dobrze. Porozmawiamy w domu - powiedziała i odeszła.
- Za dużo przeżyć jak na jeden dzień - powiedziała Katherine pod nosem.
- Jedźmy już do domu, z tych nerwów zaczął boleć mnie brzuch - oznajmiła blondynka.
 -Na pewno tylko to cię boli? - spytał troskliwie chłopak
- Tak.Jakby coś jeszcze się działo na pewno o tym powiem - odpowiedziała z drobnym uśmieszkiem.
Cała trójka opuściła szpital. W samochodzie usiedli na tych samym miejscach co przedtem. Gdy tylko ruszyli Chloe zaczęło robić się niedobrze. Opuściła lekko szybę by powdychać świeżego powietrza. Po piętnastu minutach byli już pod domem blondynki. Jako pierwsza z auta wyszła Katherine .Za nią Nathan. Tylko Chloe mizernie szło wysiadanie.
- Coś się dzieje ? -spytał
-Słabo mi - oznajmiła trzymając się za głowę.
-Czekaj, nie ruszaj się - powiedział po czym wziął dziewczynę na ręce.
-Gdzie masz klucze od domu?
-Kath je ma - powiedziała z ledwością
Dziewczyna podeszła do drzwi domu przyjaciółki. Wsadziła klucz do zamka i pokręciła nim. Drzwi się otworzyły. Trójka weszła do środka.
-Gdzie jest pokój Chloe? -spytał
-Na górze, pierwsze drzwi od prawej.
Chłopak mocniej chwycił blondynkę i ostrożnie zaczął wchodzić po schodach. Katherine szła tuż za nimi.Będąc na górze otworzyła Nathanowi drzwi. Chłopak wszedł do pokoju i położył dziewczynę na łóżku.
- Pójdę po wodę - oznajmił Kath.
Dziewczyny zostały same. Szatynka patrzyła na swoją przyjaciółkę ze współczuciem. Nie dość , że jej siostra wylądowała w szpitalu to teraz z nią jest coś nie tak.Dalsze rozważania przerwała dziewczynie Chloe, która ocknęła się.
- Nathan,Nathan! - zawodziła na wpół przytomna.
-To ja Katherine. Co ci jest? - spytała
Blondynka ostatkami sił podniosła się i usiadła na łóżku obierając się plecami o ścianę.
- Słabo mi - oznajmiła łapiąc się ponownie za głowę.
-Spokojnie Nathan zaraz przyjdzie ze szklanka wody.
-Jest tu ?-zdziwiła się.   
-Już jestem - powiedział trzymając w ręce szklankę cieczy.
Podszedł do łóżka blondynki i podał jej napój. Dziewczyna chwyciła ją drgającymi rękoma o mało co nie wylewając jej zawartości. Piła spokojnie. Łyczek po łyczku aż w szklance nic nie zostało. Katherine wzięła od niej szklankę i postawiła na szafce nocnej.
-A teraz połóż się - powiedział brunet. Gdy już to zrobiła podłożył pod jej nogi poduszkę.
-Już chyba nie będę wam potrzebny - oznajmił z uśmiechem kierując się w stronę wyjścia.
-Zostań - prosiła i chwyciła go lekko za nadgarstek.
-Muszę jeszcze odwieźć samochód Joe'owi - wyjaśnił - Obiecuję, że przyjadę z samego rana.
-Zgoda
Nathan nachylił się nad dziewczyną i pocałował ją w czoło. Następnie wyszedł. Drzwi balkonowe były uchylone. Słychać było przez nie warkot silnika, który powoli się oddalał. Brunet odjechał.
- Zostanę z tobą na noc. Nie mogę cię przecież zostawić
30 minut później
Stan Chloe znacznie się poprawił. Dziewczyny przebrały się w piżamy i położyły się. Katherine momentalnie zasnęła. Jednak blondynce nie przyszło to tak łatwo. Wciąż rozmyślała. Ale nie nad tym nad czym powinna. Jej myśli krążyły wokół jednej osoby. Zielonookiego bruneta. "Ahh Nathan to prawdziwy anioł stróż, troszczy się o mnie choć poznaliśmy się zaledwie dziś. Dziwi mnie moje zachowanie. Zwykle tak nie postepuję. Ale teraz było inaczej. Czuję jakbym znała go od dawna. Lecz to tylko złudzenie. Nigdy wcześniej się nie widzieliśmy. Zastanawia mnie jedno. Czemu są tak podobni? Tak bardzo podobni, lecz tak bardzo inni"- dalsze rozmyślania przerwał dziewczynie dźwięk telefonu. Przyszedł sms od nieznanego numery

Słodkich snów Księżniczko
                              ~Nathan
Jak podoba się wam ten rozdział?Co myślicie nad rozważaniami Chloe o Nathanie i jej miłością z przeszłości?

poniedziałek, 5 stycznia 2015

Rozdział 3

- To jak jeszcze jeden taniec? - spytał szatyn. Po chwili poczuł jak ktoś dotyka jego ramienia. Odwrócił się. Przed nim stał wysoki, dobrze zbudowany młodzieniec, o śniadej karnacji. Jego ciemne, brązowe włosy były rozwichrzone, pojedyncze kosmyki włosów wpadały mu do oczu. Jego tęczówki były porównywalne do koloru gorzkiej czekolady.Ubrany był w ciemne, poszarpane jeansy i luźną bokserkę, która miejscami ukazywała wyrzeźbione ciało.
- Porwę ci ją, zgoda? - powiedział uśmiechając się czarująco w kierunku Chloe. Dziewczyna lekko się zaczerwieniła. Nie potrafiła nazwać uczuć jakie nią wtedy władały. Z jednej strony była nieśmiała, z drugiej dociekliwa tego co miało się zdarzyć.
- Nie ma sprawy - powiedział podając chłopakowi dłoń dziewczyny. Brunet chwycił najpierw jedną, potem drugą rękę i osadził je na swoich barkach. Swoje dłonie zaś umieścił na tali Chloe. W tym momencie dziewczyna zaczerwieniła się jeszcze bardziej niż przedtem. Jej bladą cerę od teraz zdobiły dwa różowiutkie rumieńce. Z sekundy na sekundę młodzi coraz bardziej przybliżali się do siebie. Chloe wciąż zawstydzona unikała wzroku młodzieńca. Jednak przełamała się i podniosła głowę wysoko. Znów zobaczyła jego uśmiech i piękne świecące się oczy. Błyszczały niczym najcudowniejsze klejnoty. Tańczyli jeszcze tak przez chwilę,  patrząc sobie głęboko w oczy. Jednak onieśmielenie znów wzięło górę nad blondynką, która spuściła głowę. Chłopak widząc co się dzieję postanowił pomóc jej przełamać barierę. Przytulił ją mocno. Chloe przez moment była spięta, lecz z sekundy na sekundę coraz bardziej rozluźniała się w ramionach Nathana. Nie rozumiała swojego postępowania. Nie znała go wcześniej a mimo to czuła się bezpiecznie w jego objęciach.  Piosenka powoli cichła, dobiegała końca.Wszyscy goście zaczęli klaskać, z wyjątkiem Nathana i Chloe,  którzy zdawali się być w innym świecie. Po chwili dziewczyna oprzytomniała i oderwała się od bruneta. Oboje zaczęli klaskać.
                                                                        ***
Brawa ucichły. Wszyscy obecni zaczęli rozchodzić się do domów, uprzednio dziękując gospodarzowi jak i DJ'owi za udaną zabawę. Chloe wraz brunetem nadal stali na parkiecie. Chyba nie zwrócili uwagi na to, że impreza dobiegła końca. Dziewczyna stała jak zaczarowana, wciąż ze spuszczoną głową. Nathan, który wciąż stał blisko niej, chwycił delikatnie za jej podbródek i równie subtelnie uniósł jej głowę tak, by spojrzała na niego. Wtem nachylił się nad jej prawym policzkiem i szepnął do ucha - Dziękuję.
Chloe już miała mu odpowiedzieć, gdy przeszkodziła jej w tym Katherine.
- Chloe musimy iść! - powiedziała spanikowana.
- Spokojnie - pogłaskała ją po plecach - powiedz powoli o co chodzi.
- Rose! Rose - mówiła dalej ze zdenerwowaniem.
- Co Rose? - brnęła dalej. Nie rozumiała co przyjaciółka chce jej przekazać.
- Rose....jesst....w...w..szpitalu! - wydusiła z trudem.
- Co? Jak to? - pytała z przerażeniem w oczach.
- Nie wiem. Wasza sąsiadka podała w szpitalu twój numer telefonu, ponieważ wasi rodzice nie odbierali. Jako, że miałam przy sobie twój telefon odebrałam połączenie. Nie wiem dokładnie co się stało - tłumaczyła już z większym spokojem.
- Nie ma co czekać, jedźmy.
Po tych słowach Nathan zareagował natychmiast łapiąc dziewczynę za nadgarstek.
-Nie mogę pozwolić jechać wam w takim stanie. Jeszcze spowodujecie wypadek. Ja poprowadzę - powiedział po czym zwrócił się do Joe stojącego przy konsoli - Stary mógłbyś pożyczyć nam swoje auto? To ważne.
- Jasne bierzcie. A co się stało?
- Nie mamy czasu, powiemy ci później - powiedziała Chloe.
Nathan chwycił za kluczyki do auta, które wisiały przy drzwiach wyjściowych na haczyku. Cała trójka wyszła z domu Joe'ya. Brunet w pośpiechu otworzył samochód i usiadł za kierownicą. Chloe usiadła koło niego na siedzeniu pasażera, zaś Katherine z tyłu. Chłopak wycofał auto na ulicę i z piskiem opon ruszył przed siebie. Chloe wciąż nie przyjęła do wiadomości tego o czym powiedziała jej przyjaciółka. Jej siostra jest w szpitalu. Zaczęła obarczać winą siebie, za zostawienie jej samej w domu. Od razu mignęła jej przed oczami rozmowa, w której siostra powiedziała jej że ma nigdzie nie iść, bo się martwi. Czy to był jakiś znak?
10 minut później
Młodzi dojechali na miejsce. Wysiedli w pośpiechu i pobiegli do recepcji.
- Mogę wiedzieć gdzie leży Rose Brown? - spytała zdenerwowana
- Ty jesteś jej siostrą?
Chloe pokiwała głową. Pielęgniarka pokazała, w którą stronę mają się udać, dodała że Rose leży w pokoju 214. Trójka podążała korytarzem, aż w końcu natknęła się na właściwy pokój. Chloe szła przodem. Powoli otworzyła drzwi. Ujrzała leżącą Rose na szpitalnym łóżku. Miała podłączoną kroplówkę. Podeszła bliżej i usiadła na krzesełku, które stało przy łóżku. Spostrzegła, że jej siostra na rękach ma czerwone pręgi.
- Co to? - spytała towarzyszy - wygląda jak po poparzeniu.
- Owszem, jest po poparzeniu - odezwał się gruby, męski głos zza pleców młodzieży.
- Doktorze, proszę powiedzieć co się dokładniej stało.
- Ratownicy, którzy przyjechali, by udzielić pomocy twojej siostrze zastali ją na miejscu leżącą koło schodów. Wokół leżały odłamki najprawdopodobniej jakieś szklanki. Podejrzewam, iż twoja siostra schodziła ze schodów z kubkiem gorącej herbaty, potknęła się i spadła ze schodów.
- To tłumaczyłoby ślady poparzeń - powiedziała
- Panienka Rose doznała poważnego wstrząsu mózgu, do tego może mieć jeszcze jakieś obrażenia wewnętrzne, wiec zostanie u nas na trochę. Czy mogłabyś skontaktować się z waszymi rodzicami? Muszą zarejestrować córkę i wyrazić zgodę na jej dalsze leczenie.
- Oczywiście już dzwonię - chwyciła za telefon i oddaliła się trochę od łóżka.Wróciła po zaledwie 3 minutach.
- Rodzice już jadą. Doktorze kiedy ona się obudzi?
- Trzeba czekać - powiedział i wyszedł z pokoju.
Chloe ze zdenerwowania nie mogła nawet siedzieć. Chodziła w kółko po pokoju. Myślała nad tym, że to wszystko wydarzyło się z jej winy. Do jej brązowych oczu napłynęły łzy. Podeszła do ściany i uderzyła w nią zaciśniętą pięścią uwalniając wszelkie emocje, po czym usiadła załamana na podłodze opierając się o ścianę. Nathan widząc jej cierpienie postanowił coś z tym zrobić. Podszedł do niej spokojnym krokiem i wyciągnął do nie rękę.
-Wstań - powiedział z lekkim uśmieszkiem.
Chloe spojrzała na niego swoimi smutnymi oczami i chwyciła się jego dłoni. Chłopak podniósł ją i przytulił. Blondynka nie protestowała. Potrzebowała tego...
          Jak się potoczy dalsza znajomość Nathana i Chloe? Co z Rose?
O tym w następnym rozdziale :*

sobota, 3 stycznia 2015

Rozdział 2

- To niemożliwe... - powtórzyła po raz kolejny - Czy to może być on? Wygląda inaczej - zamyśliła się patrząc chłopakowi w oczy.
- Coś nie tak? - spytał
- Nie... po prostu wydawało mi się, że się znamy... Nie znamy się prawda? - spytała marszcząc czoło.
- Nie... - uśmiechnął się - ale zawsze możemy to zmienić. Nazywam się Nathan.
Rozmowę przerwał im Joe.
-Czemu stoicie w progu? Wejdźcie do środka jak ludzie - zaśmiał się chłopak.
-Ja i tak muszę na chwile wyjść. Nie zabrałem z domu telefonu -wyjaśnił
- W takim razie leć do domu widzimy się za chwilę - powiedział
-Czekaj nie spytałem jeszcze koleżanki o imię. A więc jak ono brzmi ?
- Chl...
- Chloe - przerwał dziewczynie Joe
- Sama potrafię się wysłowić - mruknęła.
- Tak wiem idź już do Kath.Szuka cię - pospieszał
Chloe już nic więcej nie dodała i weszła do środka.
- Dobra Joe ja idę - powiedział brunet.
- Jasne, tylko wróć szybko.
 Dziewczyna miała problem z znalezieniem przyjaciółki. W domu było mnóstwo osób. Ciężko było jej się odnaleźć w takim tłumie.
- Gdybym była nią gdzie bym była?...No przecież...Toaleta! -pomyślała
Blondynka weszła po schodach prowadzących na górę. Na miejscu doznała dylematu. "Które drzwi są od łazienki?". Wybrała pierwsze drzwi po prawej sugerując się intuicją. Nie pomyliła się. Zastała przyjaciółkę przebierającą się w ubrania, które jej spakowała.
-A jednak!
-Nie śmiej się! - powiedziała oburzona
-Mówiłam, że nie ma się co stroić?
-No mówiłaś... - przyznała rację Chloe
-A teraz mi powiedz...- poprawiała makijaż - dlaczego tak wpatrywałaś się w tego chłopaka?
-Wydał mi się znajomy, w pewnej chwili pomyślałam nawet, że to może być...
-Ciiii - uciszyła ją po czym dodała - co ty pleciesz? Może maja podobne rysy twarzy ale styl ubierania, kolor oczu i włosów mają inny.
- Zapomnij, że o czym mówiłam - powiedziała z lekkim uśmieszkiem.
 Dziewczyny zeszły na dół. Jak się okazało ludzi było jeszcze więcej niż wcześniej. W salonie zrobiło się duszno. Przyjaciółki przeszły przez pomieszczenie udając się na zewnątrz .Gdy tylko przekroczyły próg poczuły przyjemny, orzeźwiający wietrzyk. Obie oparły się o drewnianą barierkę werandy. Katherine wyciągnęła paczkę papierosów i odpaliła jednego.
-Co ty wyprawiasz? - zdenerwowała się Chloe- przecież wiesz, że nie lubię jak się przy mnie pali.
-Aleś ty wrażliwa. Jakby co będę z tyłu w ogrodzie.
Chloe została sama. Chciała trochę pomyśleć lecz muzyka była zbyt głośnia by mogła się skupić. Zeszła po schodkach werandy i udała się w stronę domku na drzewie, który był oddalony od domu o jakieś 30 metrów. Jako dziecko zawsze bawiła się tam z Joe'yem i Kath. Podeszła bliżej do drewnianej budowli. Wyglądała tak samo jak dziewczyna ją zapamiętała. Niestarannie pomalowane deski, podarte firanki w okienkach,  napis "Twierdza Bohaterów" wyżłobiony na pniu - to właśnie to miejsce było fabryką wszystkich dziecięcych marzeń,  pomysłów i  zabaw trójki szkrabów. Dziewczyna weszła  po drewnianej, lekko podpróchniałej drabince. W środku także było tak jak kiedyś. Całe pomieszczenie było dość duże jak na domek na drzewie .Po prawej stronie znajdowała się  ciemnozielona kanapa. Obok niej znajdowała się szafka, na której leżała biała, zapajęczona lampka nocna. Na podłodze leżał pomarańczowy, przybrudzony dywanik natomiast ściany zdobiły stare rysunki Chloe, Joe'ya i Katherine. Dziewczyna usiadła na kanapę. Wtem kurz, który się na niej znajdowała uniósł się w powietrze.
-Kymhym - kaszlnęła - Mogłam się tego spodziewać.
Blondynka otworzyła okna. Po chwili duszącego kurzu już nie było. Położyła się na sofę. Patrząc w sufit zaczęła myśleć.
-Był tak bardzo podobny a jednocześnie inny...Może Katherine ma racje...Nie powinnam się przejmować.
- Oh Brown nie wiesz, że rozmawianie ze sobą to pierwsza oznaka szaleństwa? - Dziewczyna usłyszała znajomy głos. Podniosła się z kanapy i spojrzała w stronę wyjścia. W drzwiach stał Joe.
- Ach to ty - powiedziała z uśmiechem - wystraszyłeś mnie trochę - dodała
- Przepraszam nie chciałem. Szukałem cię. Ktoś mi powiedział że tu przyszłaś.
- Nic się tu nie zmieniło. Dokładnie tak wyglądało tu gdy byliśmy mali.
- Tak tak przywołuje dużo wspomnień. Idziemy? Kath już pewnie nas szuka.
- Zgoda idziemy.
Młodzi wrócili do domu Joe'ya. Impreza zdążyła się już rozkręcić do tego stopnia, że prawie wszyscy tańczyli na parkiecie. Tylko  jedna osoba siedziała na sofie - Katherine. Oboje podeszli do niej.
- Gdzie się tak długo podziewaliście? Szukałam was - mruknęła dziewczyna.
- Byliśmy w naszym starym domku na drzewie. Nic się tam nie zmieniło.
- Co tak stoicie? Siadajcie bo zaraz idziemy na parkiet - uśmiechnęła się.
- Ja na parkiet? Zapomnij - roześmiał się Joe - wiesz,że nie umiem tańczyć.
- Przestań nie jest najgorzej - powiedziała Chloe ukrywajac wybuch swojego śmiechu.
- Koniec tej pogawędki. Idziemy - Katherine chwyciła za rękę oboje przyjaciół i pociągnęła ich za sobą.
Mimo początkowych sprzeciwów Joe naprawdę się rozkręcił. Może i jego taniec nie należał do najlepszych ale było widać, że dobrze się czuje.Wszyscy świetnie się bawili. Nie wątpliwie była to zasługa wspaniałego DJ''a, którym był Matthew - kolega z dawnej klasy Chloe.
- Ludziska powili kończymy imprezę - powiedział DJ
- Nieee!! - wrzasnęli wszyscy
- Niestety nie ja o tym decyduję. Ostatnia piosenka, tym razem coś wolniejszego.
 Połowa gości dobrała się w pary i zaczęła tańczyć,reszta usiadła na sofy. Wsród nich znalazła się Chloe wraz z przyjaciółmi.
-Chloe czemu nie chcesz iść zatańczyć? spytał Joe
-A kto powiedział że nie chcę? Nie mam poprostu z kim - wyjaśniła spokojnie
-A ja? - spytał z miną boskiego amanta
- Ja z tobą? No dobra - zaśmiała się i ruszyła z przyjacielem na parkiet. Doszli w połowie piosenki. Gdy się skończyła Matthew miał już zakończyć imprezę lecz nie pozwolili mu na to goście.
- Jeszcze jedna piosneka! - krzyczeli
- Dobrze ostatnia. Ani jednej więcej - powiedział i odpalil piosenkę.
- To jak jeszcze jeden taniec? - spytał szatyn. Po chwili poczuł jak ktoś dotyka jego ramienia
                                                                            ***
Kto dotknął Joe'ya?O tym w następnym  rozdziale :3
Pozdrawiam ;*


 

piątek, 2 stycznia 2015

Rozdział 1

  Od zakończenia dawnego życia Chloe minęły niecała 3 lata. Od tamtej pory dużo się zmieniło. Blondynka  ukończyła szkołę i planuję iść na studia medyczne. Jej wygląd również się zmienił. Już nie była tą samą dziewczyną co kiedyś. Wychudzoną i wiecznie senną potrzebującą do normalnego funkcjonowania narkotyków. Teraz już taka nie jest. Poszła na odwyk. Była tam przez pół roku. Udało się. Wyszła. Wszystko się powiodło. Próbowała zapomnieć o tamtym okresie jej życia. Jednak wciąż wracała myślami do sprawcy jej cierpienia,rozdrapując w ten sposób stare rany. Jednak z czasem zapomniała. Od czasu wyjścia z odwyku minęły ponad 2 lata i jest szczęśliwą korzystająca z życia dziewiętnastolatką.
                                                                                      ***
Był piękny, słoneczny dzień przy Mission Street w Centrum San Francisco. Dochodziła godzina jedenasta. Chloe jeszcze spała. Słońce swoimi delikatnymi promieniami zaglądało przez okno jej pokoju rozświetlając go jednocześnie. Wtem zadzwonił budzik.
 -Cholera!- krzyknęła Chloe strącając budzik z szafki nocnej.
 -Co to za hałasy?- odezwała się kobieta stojąca w drzwiach
Chloe odwróciła się w jej stronę.
 -Nic mamo, po prostu ten budzik doprowadził mnie do szału. Miałam naprawdę miły sen a ten bezczelny budzik mi go przerwał- powiedziała lekko poirytowana
 -A co ci się śniło?
Blondynka uśmiechnęła się do czterdziestolatki. 
 -Aaa w sumie nie ważne- odezwała się po chwili.
 -Ubierz się. Śniadanie gotowe. Nie będziemy na ciebie tak długo czekaj. Tata zaraz jedzie do poradni.
 -Dobrze chwilka.
Chloe popędziła w stronę balkonu chcąc sprawdzić jaka jest pogoda. Było na prawdę ciepło. Nie ma co się dziwić w końcu był początek lipca. Blondynka podeszła do szafy i bez zastanowienia ubrała luźny biały t-shirt, poszarpane szorty  i białe Convers'y. Chwyciła jeszcze po swój telefon i zeszła na dół. Podeszła do stołu, przy którym siedziała już cała rodzina. Usiadła. Powiedziała wszystkim "Smacznego" i sięgnęła po kanapkę z szynką.
 -Elizabeth złotko jedziesz dziś do kancelarii?- spytał ojciec Chloe.
 -Tak,ale dopiero o osiemnastej. Muszę przygotować ważne papiery na jutrzejszą rozprawę.
 -Jaki przypadek tym razem?- spytała rutynowo brązowooka.
 -Mężczyzna zabił swojego przyjaciela.
 -To w takim razie nie był jego przyjacielem skoro go zabił- dodała
 -Ty Chloe nie wypowiadaj się na ten temat,chyba miałaś podobną sytuacje i wcale tak nie mówiłaś- parsknęła Rose
 -Po co się odzywasz!? Moja sprawa co było kiedyś, lepiej idź powtrącaj się w sprawy kogo innego. Świetnie ci to wychodzi- wykrzyczała i wstała od stołu.
 -Dziękuję za śniadanie- dodała i migiem wróciła do pokoju trzaskając drzwiami.
Rodzice Chloe patrzyli rozgniewanie na swą drugą córkę- Rose.
 -No co!? Źle powiedziałam?- spytała nie mając sobie nic do zarzucenia.
 -Tak źle moja droga. Po co wspominasz o tamtych czasach? Mało wycierpiała? Czasem zdaje mi się, że robisz jej na złość. 
Rose nic nie odpowiedziała. Podziękowała tylko za śniadanie i poszła naburmuszona do siebie.
Tymczasem Chloe padła na swoje łóżko i zaczęła spoglądać na sufit.
-Dlaczego o tym wspomniała? Chce mnie wkurzyć? Ładna mi siostra- powiedziała na głos
Dalsze rozmyślania przerwał dziewczynie dźwięk telefonu. Wzięła telefon do ręki. Dzwoniła Katherine.
-Hej Kath co jest?- spytała
-Masz dziś wolny wieczór?
-Chyba tak...a co?
-Joe robi domówkę. Zaprosił nas. Nie miał się jak z tobą skontaktować więc kazał mi przekazać tobie zaproszenie.
-A wiesz? Z chęcią pójdę dziś Rose doprowadziła mnie do szału.
-Co się stało?
-Jej się spytaj. Najeżdża na mnie. Rozpamiętuje moją przeszłość. Panna idealna się znalazła- parsknęła
-Bądź za 30 minut u mnie. Pogadamy
-Ok
Brunetka rozłączyła się jako pierwsza. Chloe rzuciła telefon na łóżko i wstała. Skierowała swoje kroki w stronę drzwi. Otworzyła je. Zastała za nimi Rose.
-A  ty co tu robisz?- spytała
-Nigdzie nie pójdziesz.
-I jeszcze podsłuchujesz!? Dziś to przechodzisz samą siebie.
-Nigdzie nie pójdziesz Chloe rozumiesz?
-A niby czemu?
-Martwię się- powiedziała marszcząc brwi.
-Ty? Ty o mnie się martwisz? Dobra nie ważne wychodzę- powiedziała. Wróciła się do pokoju po swój telefon i ponownie udała się w stronę drzwi tym razem zamykając je za sobą. Zeszła po schodach i wyszła z domu. Pogoda dopisywała. Chloe udała się na przystanek. Po chwili zjawił się autobus. Wsiadła do niego. Usiadła na siedzeniu, podłączyła do telefonu słuchawki i zaczęła słuchać muzyki. Imagine Dragons, Nickelback, Green Day, Linkin Park, Bon Jovi, Nirvana to zdecydowanie jej rytmy. Jechała tak jeszcze 10 minut.
W końcu- powiedziała w myślach widząc swój przystanek.
Blondynka wysiadła z autobusu. Wtedy usłyszała czyiś głos.
-Chloe!
 Dziewczyna odwróciła się.
-Oo Kath wyszłaś po mnie? Jak miło- uśmiechnęła się
-To jak idziemy do mnie? Impreza u Joe'ya już niedługo
-Idziemy idziemy
                                                                                ***
4 godziny później
-Kath jesteś już gotowa?- spytała poirytowana Chloe
-Jeszcze chwila.
-Ile można się ubierać?
-Nie marudź,jeszcze chwilka.
Blondynka nie rozumiała jak Katherine mogła tak długo się przygotowywać. Przecież to tylko zwykła domówka u kolegi. Dlatego też Chloe założyła poszarpane dżinsowe szorty, bokserkę, czarną rozpinaną bluzę z kapturem i czarne Vans'y. Nie lubiła zbytnio stroić się w sukienki.
-Jestem gotowa- powiedziała Katerine 
Brunetka miała na sobie czarną sukienkę przed kolano, szare bolerko i koturny o tym samym kolorze.
-Zwariowałaś? A z resztą nie ważne wezmę ci tylko rzeczy na przeprania jakbyś zrezygnowała z tej swojej kiecki.
-Dobrze idźmy już bo się spóźnimy.
15 minut później -Dom Joe'ya
Dziewczyny stały przed domem chłopaka. Wszyscy goście to głownie starzy znajomi z czasów szkolnych
-No kogo ja tu widzę. Same znajome twarze.- powiedziała Kath
-Ooo przyszłyście już- powiedział ktoś stojąc za dziewczynami
-Joe!- krzyknęły uradowane
-Tak dawno się nie widzieliśmy. Ale o tym potem. Wchodźcie do środka
Dziewczyny posłuchały. Weszły schodkami na werandę. Kath otworzyła drzwi i weszła pierwsza za nią Chloe. W tamtym momencie z domu wychodził pewien brunet. Chloe patrząc w dół nie zauważyła go. Młodzi wpadli na siebie
-Przepraszam, nie zauważyłem cię- powiedział swoim niezwykle czarującym głosem
Dziewczyna podniosła głowę i spojrzała na chłopaka.
-To niemożliwe...- pomyślała
.....

Kim był tajemniczy chłopak?Tego dowiecie się w kolejnym rozdziale ;)

Prolog

  Życie jest jak film wyreżyserowany przez ciebie. Jest twoim osobistym dramatem, horrorem i komedią zarazem. Chociaż scenariusz po części pisany jest przez przypadki, ty nadal możesz zmieniać zakończenia poszczególnych aktów. Od tego co napiszesz teraz, zależeć będą  dalsze epizody.
  W pewnym momencie los także przyłączy się do "zabawy", dopisując niechciane sceny. Czasem w takich chwilach trzeba całkowicie zmienić scenariusz, by ekranizacja nie okazała się totalną porażką.
  Czasem scenariusz jest bardzo trudno zmienić. Po prostu rozgrywasz niebezpieczną grę, z której ciężko jest się wydostać. Chociaż próbujesz, nie możesz. Brniesz dalej w zakazanym kierunku, bo wydaje ci się, że i tak nic nie możesz już zrobić. Czarne charaktery pilnują byś nie zboczył z ciemnej ścieżki , na której właśnie się znajdujesz.
  Inne postacie - te dobre, próbują zaradzić całej twojej nieszczęsnej sytuacji i starają się znów naprowadzić cię na ścieżkę światła - tę dobrą i właściwą.
  To kogo posłuchasz zależy od ciebie. Tylko od ciebie. Nie ma wymówek. Scenariusz można zawsze zmienić. Nigdy nie jest za późno. Nie zawsze jest łatwo, ale kto powiedział ze tak ma być? To twój film. Ty jesteś jego reżyserem pamiętaj.

   Opowiem teraz o przypadku Chloe Brown. Wydawałoby się że do tej pory napisała światowy bestseller. Przecież film o życiu bogatej szesnastolatce mieszkającej w zamożnej dzielnicy San Francisco, mającej cudownych rodziców, rodzeństwo, przyjaciół a także wielką miłość nie może być zły prawda? A jednak. A wszystko zaczęło się zmieniać od tej wielkiej miłości. Od miłości przez którą stoczyła się prawie na samo dno. Z rąk tej wielkiej miłości o mało nie zginęła. Dopiero po punkcie kulminacyjny tej tragedii zrozumiała jak źle napisała dla siebie scenariusz. Postanowiła zacząć od nowa. Nie było łatwo ale było to wykonalne. Odcięła się od dawnego towarzystwa- czarnych charakterów.Wydarła strony dotychczasowego scenariusza i zaczęła pisać nowy mając nadzieję ze będzie lepszy...
              **
I jak się wam podoba prolog?
Najprawdopodobniej 1 rozdział pojawi się około godziny 21 ;)