środa, 7 stycznia 2015

Rozdział 4

Co się ze mną dzieje?! - powiedziała w myślach. Nie wiedziała czemu tak jest. Czemu tak dobrze czuje się w jego ramionach. Może to dlatego, że sprawia wrażenie opiekuńczego? Kogoś komu możesz ufać. Takiego anioła stróża, który jest przy tobie w trudnych chwilach kiedy potrzebujesz pocieszenia. A może zesłano jej go z nieba? Może ma jej pomóc zapomnieć o tamtych przeżyciach? Szczególnie o chłopaku, którego imienia nie potrafi już wypowiedzieć bez choćby jednej łzy smutku oraz bez wspomnień, przez które nienawidzi go z całego serca. Ale dlaczego Nathan jest do niego tak podobny? Czy to może być jakiś znak? Czy zesłano jej tego samego chłopaka, a jednak całkiem innego? Troskliwego, odpowiedzialnego, z dobrocią w oczach. Odmiennego niż tego,  którego kochała przed laty. Aroganckiego, nieodpowiedzialnego, z łobuzerskim uśmieszkiem. Te wszystkie myśli błąkały się teraz po głowie drobnej blondynki, wciąż tulącej się w tors Nathana.
Odurzona zapachem jego cudownych perfum, liczyła na to, że nikt nie przerwie jej tej błogiej chwili.
Wtem młodzież usłyszała gwałtownie otwierające się drzwi. O mały włos nie wyskoczyły z zawiasów. W drzwiach stał teraz ojciec dziewczyn, sławny w całym San Francisco psychoanalityk - Richard Brown. Wyraz twarzy czterdziestolatka mówił sam za siebie. Po jego czole spływały malutkie kropelki potu a policzki były bardziej czerwone niż zazwyczaj .Z pewnością biegł szybciej niż niejeden sprinter. Rozejrzał się po sali rozkojarzonym wzrokiem. Moment, w którym zobaczył Rose leżącą na łóżku, podpiętą pod kroplówkę i różne urządzenia był niezapomniany .Jego ukochana córeczka, leżała teraz nieprzytomna. Chloe momentalnie oderwała się od bruneta i podbiegła do ojca. Stanęła przy nim i położyła rękę na jego ramieniu. Do pokoju weszła Elizabeth - matka sióstr. Członkowie rodziny odwrócili się w jej stronę. Kobieta spojrzała na nich a później na Rose. Przyłożyła rękę do swych niewielkich ust by powstrzymać się od krzyku i płaczu. Podbiegła do łóżka i klęknęła przed nim chwytając córkę za dłoń.
Do sali wszedł lekarz.
- Jak dobrze, że już państwo są - oznajmił,widząc w jakim stanie są rodzice dziewczyny dodał - Proszę się nie martwić zajmiemy się nią. Zbadaliśmy ją, ma poważny wstrząs mózgu. By upewnić się, że mózg nie został naruszony musimy wykonać rezonans magnetyczny.
- Rozumiem, że zgadzają się państwo na leczenie córki w naszym szpitalu? - spytał po chwili.
- Oczywiście, że się zgadzamy - odezwał się Richard
- Zatem zapraszam państwa do mojego gabinetu musimy omówić parę rzeczy.
Rodzice dziewczyn z trudem się zgodzili. Mama Chloe miała już przejść przez próg stykający pokój z korytarzem gdy ta zatrzymała ją.
- Mamo ja jadę do domu - powiedziała drżącym głosem
- Dobrze. Porozmawiamy w domu - powiedziała i odeszła.
- Za dużo przeżyć jak na jeden dzień - powiedziała Katherine pod nosem.
- Jedźmy już do domu, z tych nerwów zaczął boleć mnie brzuch - oznajmiła blondynka.
 -Na pewno tylko to cię boli? - spytał troskliwie chłopak
- Tak.Jakby coś jeszcze się działo na pewno o tym powiem - odpowiedziała z drobnym uśmieszkiem.
Cała trójka opuściła szpital. W samochodzie usiedli na tych samym miejscach co przedtem. Gdy tylko ruszyli Chloe zaczęło robić się niedobrze. Opuściła lekko szybę by powdychać świeżego powietrza. Po piętnastu minutach byli już pod domem blondynki. Jako pierwsza z auta wyszła Katherine .Za nią Nathan. Tylko Chloe mizernie szło wysiadanie.
- Coś się dzieje ? -spytał
-Słabo mi - oznajmiła trzymając się za głowę.
-Czekaj, nie ruszaj się - powiedział po czym wziął dziewczynę na ręce.
-Gdzie masz klucze od domu?
-Kath je ma - powiedziała z ledwością
Dziewczyna podeszła do drzwi domu przyjaciółki. Wsadziła klucz do zamka i pokręciła nim. Drzwi się otworzyły. Trójka weszła do środka.
-Gdzie jest pokój Chloe? -spytał
-Na górze, pierwsze drzwi od prawej.
Chłopak mocniej chwycił blondynkę i ostrożnie zaczął wchodzić po schodach. Katherine szła tuż za nimi.Będąc na górze otworzyła Nathanowi drzwi. Chłopak wszedł do pokoju i położył dziewczynę na łóżku.
- Pójdę po wodę - oznajmił Kath.
Dziewczyny zostały same. Szatynka patrzyła na swoją przyjaciółkę ze współczuciem. Nie dość , że jej siostra wylądowała w szpitalu to teraz z nią jest coś nie tak.Dalsze rozważania przerwała dziewczynie Chloe, która ocknęła się.
- Nathan,Nathan! - zawodziła na wpół przytomna.
-To ja Katherine. Co ci jest? - spytała
Blondynka ostatkami sił podniosła się i usiadła na łóżku obierając się plecami o ścianę.
- Słabo mi - oznajmiła łapiąc się ponownie za głowę.
-Spokojnie Nathan zaraz przyjdzie ze szklanka wody.
-Jest tu ?-zdziwiła się.   
-Już jestem - powiedział trzymając w ręce szklankę cieczy.
Podszedł do łóżka blondynki i podał jej napój. Dziewczyna chwyciła ją drgającymi rękoma o mało co nie wylewając jej zawartości. Piła spokojnie. Łyczek po łyczku aż w szklance nic nie zostało. Katherine wzięła od niej szklankę i postawiła na szafce nocnej.
-A teraz połóż się - powiedział brunet. Gdy już to zrobiła podłożył pod jej nogi poduszkę.
-Już chyba nie będę wam potrzebny - oznajmił z uśmiechem kierując się w stronę wyjścia.
-Zostań - prosiła i chwyciła go lekko za nadgarstek.
-Muszę jeszcze odwieźć samochód Joe'owi - wyjaśnił - Obiecuję, że przyjadę z samego rana.
-Zgoda
Nathan nachylił się nad dziewczyną i pocałował ją w czoło. Następnie wyszedł. Drzwi balkonowe były uchylone. Słychać było przez nie warkot silnika, który powoli się oddalał. Brunet odjechał.
- Zostanę z tobą na noc. Nie mogę cię przecież zostawić
30 minut później
Stan Chloe znacznie się poprawił. Dziewczyny przebrały się w piżamy i położyły się. Katherine momentalnie zasnęła. Jednak blondynce nie przyszło to tak łatwo. Wciąż rozmyślała. Ale nie nad tym nad czym powinna. Jej myśli krążyły wokół jednej osoby. Zielonookiego bruneta. "Ahh Nathan to prawdziwy anioł stróż, troszczy się o mnie choć poznaliśmy się zaledwie dziś. Dziwi mnie moje zachowanie. Zwykle tak nie postepuję. Ale teraz było inaczej. Czuję jakbym znała go od dawna. Lecz to tylko złudzenie. Nigdy wcześniej się nie widzieliśmy. Zastanawia mnie jedno. Czemu są tak podobni? Tak bardzo podobni, lecz tak bardzo inni"- dalsze rozmyślania przerwał dziewczynie dźwięk telefonu. Przyszedł sms od nieznanego numery

Słodkich snów Księżniczko
                              ~Nathan
Jak podoba się wam ten rozdział?Co myślicie nad rozważaniami Chloe o Nathanie i jej miłością z przeszłości?

4 komentarze:

  1. Rozdział świetny <3 Zastanawiam się od kogo dostała tego Sms :D Czekam na następne <3 / http://veroonikaa.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  2. Masz na prawdę talent pisarski :) Wciągam się coraz bardziej w to opowiadanie i czekam na kolejny rozdział :)
    http://kasieek-bloog.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  3. Jest kilka błędów, ale ogólnie coraz lepiej się czyta :3. Pamiętaj o odstępach między myślnikami i o opisach :3

    OdpowiedzUsuń
  4. Cały czas odkąd skończyłam czytać myśle kto napisał smsa ;3 piszesz zrozumiale, czytelnie, podczas czytania po prostu wszystko tak łatwo sobie mozna wyobrazic co jeszcze lepiej odzwierciedla to o czym piszesz <3

    OdpowiedzUsuń